Zorganizowany z inicjatywy Anny Alboth Civil March For Aleppo został właśnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla 2017

PRZECZYTAJ TAKŻE: Rok z uchodźcami. Anna Alboth zaprosiła ich do swojego mieszkania w Berlinie

Stół w pokoiku, w którym gnieżdżą się w sześć – matka i pięć córek – zastawiły pieczonymi udkami kurczaka, smażonymi pierożkami, domowym humusem, ryżem udekorowanym bakaliami, nie zapomniały o świeżych warzywach. Dla Anny Alboth, podróżniczki i dziennikarki, oraz jej dwóch koleżanek, też Polek mieszkających w Berlinie, Syryjki przygotowały kolację w ośrodku dla uchodźców.

Na ekranie telewizora migały sceny najgorszego wówczas, dwa tygodnie temu, bombardowania Aleppo. – Wiecie, co się tam dzieje? – pytała matka.

Jak pomóc Aleppo? Wystarczy niewielka, regularnie wpłacana kwota

Pokazywała zdjęcia małej siostrzenicy: – Zginęła wczoraj. I syna znajomego: – Nie żyje od tygodnia.

Alboth starała się nie rozpłakać, bo na kolanach trzymała swoją pięcioletnią Milę.

Po powrocie obejrzała filmiki z Aleppo. Ten, na którym widać miasto duchów, ruiny, jakby Warszawa po powstaniu warszawskim. Ten z ciałkami równo ułożonymi pod kocykami. Ten z kilkulatkiem odkopywanym spod gruzów. Ten, na którym faceci w białych hełmach biegną w tuman kurzu, gdzie leży zakrwawiona rodzina. Ryczała i oglądała dalej. Ten, na którym pielęgniarki bombardowanego szpitala dziecięcego, szlochając, wyjmują z inkubatorów wcześniaki.

Wieczorek taneczny w alei snajperów. Co Dariusz "Maleo" Malejonek widział w Aleppo

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej