Stół w pokoiku, w którym gnieżdżą się w sześć – matka i pięć córek – zastawiły pieczonymi udkami kurczaka, smażonymi pierożkami, domowym humusem, ryżem udekorowanym bakaliami, nie zapomniały o świeżych warzywach. Dla Anny Alboth, podróżniczki i dziennikarki, oraz jej dwóch koleżanek, też Polek mieszkających w Berlinie, Syryjki przygotowały kolację w ośrodku dla uchodźców.

Na ekranie telewizora migały sceny najgorszego wówczas, dwa tygodnie temu, bombardowania Aleppo. – Wiecie, co się tam dzieje? – pytała matka.

Jak pomóc Aleppo? Wystarczy niewielka, regularnie wpłacana kwota

Pokazywała zdjęcia małej...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.