Jeszcze do niedawna mogliśmy powiedzieć, że udało się zrealizować wszystkie strategiczne cele. Mimo historycznych zaszłości zbudowaliśmy dobre stosunki z Niemcami, weszliśmy do systemu transatlantyckiego bezpieczeństwa i europejskiej integracji. Trochę gorzej było z polityką wschodnią, ale i tu, choć czasem trzeba było zrobić krok, dwa do tyłu, uniknęliśmy katastrofy.

Równie dużo jak zasług polskich elit było w tym korzystnej koniunktury. Od bardzo dawna wiatry historii nie wiały dla Polski tak korzystnie. Wystarczyło nastawić żagiel i spokojnie z nimi płynąć. Wszystko wskazuje na to, że ten komfort się kończy.

Od trzech lat znane i oswojone otoczenie międzynarodowe trzęsie się w posadach. Zaczęło się od moskiewskiej agresji na Ukrainie, za nią poszedł Brexit i zwycięstwo Trumpa. Nie wiadomo, jaka będzie tak naprawdę polityka prezydenta elekta, ale dochodzące sygnały to powody do niepokoju. Trzeba sobie postawić pytanie np. o to, ile tak naprawdę warte okaże się wynegocjowane w Newport wzmocnienie wschodniej flanki NATO.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej