Chciałam porozmawiać z Józefem Piniorem o przyszłości lewicy. Ale w Europie wydarzył się Brexit, a w Polsce profesor Mikołejko uznał część społeczeństwa za chamów i zaczęliśmy o aktualiach.

Miałam jeszcze o parę rzeczy dopytać, ale jakoś trudno było się zgrać. Pinior angażował się w manifestacje KOD-u, brał udział w debatach organizowanych przez Razem, recenzował głośno poczynania władz.

Wróciłam do tej rozmowy, gdy dowiedziałam się o jego aresztowaniu. Odżyły wspomnienia ze studiów, kiedy na wrocławskich murach bliscy mi wówczas ludzie sprejowali hasło: „Uwolnić Piniora i Borowczaka”. Poczułam, że znów, jak wtedy, za schyłkowej komuny, ktoś chce zamknąć mu usta, a na dodatek pognębić. Bo jest niewygodny i groźny.

Zrozumiałam, że natychmiast trzeba ją opublikować. To, co mówi Józef, tylko umacnia przeświadczenie wielu z nas: uderzyli w niego jak wtedy, przed 30 laty – bo mówi prawdę i otwiera oczy.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej