Od roku wszyscy miewamy czasem wrażenie, że żyjemy w domu wariatów. Wielu z Was męczy pytanie (wiem, bo zadajecie mi je na spotkaniach, w mailach i korespondencji): jak rozmawiać z populistami? Jak debatować w przestrzeni publicznej – i wygrywać dyskusje! – z ludźmi, których propaganda jest tak niezwykle skuteczna, jak bronić się przed widocznym wszędzie kłamstwem praktycznie na każdy temat i odpierać ataki agresywnych krzykaczy?

W normalnym prywatnym świecie odpowiedź brzmi rzecz jasna: nie rozmawiać. Nie zniżać się do poziomu obskuranctwa, obłożyć infamią, nie zaszczycać polemiką oczywistego głupstwa i podłości, nie wynosić – przez podejmowanie dyskusji – do własnego poziomu. Najwyżej obśmiewać. W życiu publicznym jednak tak nie można, bo oznaczałoby to poddanie się bez walki, oddanie pola i kraju niekompetentnym kłamcom bez sumienia.

Populistów, kłamców i mitomanów można pokonać tylko w jeden sposób: nazywając rzeczy po imieniu. Pytając, kwestionując, dociekając, sprawdzając, wyciągając jedno kłamstwo po drugim i uważnie mu się przyglądając, demaskując, prostując i obnażając rzeczywiste intencje kłamczuchów, pokazując, dlaczego kłamią i jaki mają w tym interes. Ujawniając drugie dno, bo – i na to uczulam was szczególnie – zazwyczaj istnieje jakieś drugie, a nawet trzecie i czwarte dno.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej