Polacy w ogromnej większości nie zauważyli przypadającego 31 października Święta Reformacji, bo reformacji nie przeszli. W XVI wieku polska szlachta masowo nawracała się na kalwinizm. Ale Kościół katolicki powstrzymał ten ruch. Nawróconych oskarżano o zdradę Polski na rzecz obcych, zachodnich wartości i władców. A jezuickie szkoły pracowały, by „zrekatolicyzować” dzieci z protestanckich rodzin.

Szkoda. Potrzebowaliśmy i wciąż potrzebujemy reformacji. Dziś widać, jak bardzo przydałyby się nam jej wartości. Wiara, która nie wojuje z rozsądkiem. Rozdział państwa i Kościoła. Uczciwość i ciężka praca, której owoce nie są trwonione, ale pomnażane. Wolność duchowa, swoboda interpretowania świętości... Protestancki duch mógłby zmienić Polskę.

Ks. Rafał Pastwa o udziale katolików w 500-leciu reformacji: Nie świętujemy rozłamu

Czas rozkwitu polskiego protestantyzmu nazywamy złotym wiekiem Polski. Protestantami byli ojciec naszej literatury Mikołaj Rej i ojciec myśli politycznej Andrzej Frycz Modrzewski. Kalwińskie wychowanie otrzymał największy ówczesny polityk Jan Zamoyski. A mimo to dzisiejsza Polska o protestantyzmie nie wie prawie nic. Po części dlatego, że książki Lutra, Kalwina i innych reformatorów znalazły się na kościelnym indeksie ksiąg zakazanych. Przez wieki Watykan odwodził od czytania nawet Biblii. W wielu katolickich krajach posiadanie jej oznaczało podejrzenie o „herezję”.

Pozostało 82% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej