Pierwsze trzęsienie, które wstrząsnęło i mną, zniszczyło północną Armenię. Był grudzień 1988 r., zbliżały się moje naste urodziny, ale mnie bardziej pochłaniały doniesienia o polskich ratownikach górniczych, którzy lecą do ZSRR. Moskwa, co było kolejnym znakiem nadchodzących zmian, pierwszy raz poprosiła świat o pomoc. Prefabrykowane bloki, szkoły, przedszkola, szpitale postawione w północnej Armenii byle jak przez radzieckich budowniczych poskładały się jak domki z kart. Zginęło blisko 25 tys. ludzi. Wstrząsy miały siłę 6,8 st. Być może ofiar byłoby mniej, gdyby nie surowa zima. Mróz, śnieg i wiatr zmieniały akcję ratowniczą w piekło, a wcześniej zatrzymały ludzi w ciepłych wnętrzach, które okazały się żelbetowymi pułapkami.

Potem była południowa Kalifornia. W styczniu 1994 r. trzęsienie o sile 6,7 st...

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.