Czesław Mozil – ur. w 1979 r. w Zabrzu, jako pięciolatek wyjechał z rodzicami do Danii, skończył Królewską Akademię Muzyczną, w 2000 r. założył grupę Tesco Value, kupił bar Kulkafeen w Kopenhadze. Osiem lat temu po sukcesie płyty „Debiut” (dwukrotnie platynowej) wrócił na stałe do Polski. Jego ostatnia płyta: „Księga Emigrantów. Tom I”. Jego ostatni biznes: internetowy sklep z ubrankami dla dzieci Czesiociuch

PIOTR GŁUCHOWSKI: Pierwszy raz usłyszałem cię zimą 2005 roku w klubie Yakiza w Bydgoszczy. Szczęka mi opadła.

CZESŁAW MOZIL: Potem jakaś dziewczyna zaprosiła mnie i zespół na juwenalia. Musieliśmy pożyczyć na miejscu perkusję. Mam taki obrazek w pamięci: stoję przy oknie i patrzę: super! Dwa tysiące ludzi. Śpiewa hiphopowiec. Schodzi ze sceny, a te dwa tysiące ludzi sobie idą. Przysięgam. Trzy osoby zostały. Zaczynamy grać koncert, jesteśmy ostatni na tych juwenaliach, nie powinni nas dawać jako ostatnich, zaczynamy grać i perkusja się psuje. Rozpada nagle, rozumiesz? Do tego gaśnie nagle światło. Nie ma głosu, technika miała zakontraktowane, że do dwudziestej trzeciej, więc po prostu wyłączyli nas w trakcie. Po piętnastu minutach przychodzi człowiek i mówi: „Czesław, skończcie już, dobra?”. Dzień później mieliśmy grać gdzieś w okolicach, ale uciekliśmy do Krakowa, poszliśmy do Multikina i oglądaliśmy pięć filmów w jeden dzień, żeby zresetować mózgi.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej