Marcin Gortat. Bałuty Boy

Donata Subbotko
04.07.2014 21:01
A A A Drukuj
Marcin Gortat

Marcin Gortat (Fot. Mateusz Skwarczek)

Chciałbym być zapamiętany. Nie tylko jako koszykarz, który zarobił ciężarówkę pieniędzy. Z Marcinem Gortatem rozmawia Donata Subbotko
Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej
Donata Subbotko: 60 milionów dolarów. Tyle zarobisz przez najbliższe pięć lat w Washington Wizards. Mogło być lepiej?

Marcin Gortat: To przedział finansowy, w którym chciałem się zmieścić. Miałem najlepszy sezon w karierze i starałem się jak najwięcej wywalczyć. Czy mogło być lepiej? Mam 30 lat, wiek działa na niekorzyść. I w NBA sytuacja się ostatnio ustabilizowała, praktycznie każdy zespół ma centra, czyli graczy środkowych - młodszego i starszego - przez to może straciliśmy trochę w negocjacjach. Ale też chciałem grać dalej w Waszyngtonie, dobrze się tam czuję. To zespół, który ma ogromny potencjał i perspektywy na najbliższe lata. Jest dobrze.

Kontrakt gotowy, to teraz co - jakieś wakacje?

- Podróżuję cały sezon, nie widzi mi się kolejny lot samolotem i spanie w hotelu. Wolę własne łóżko. Lubię siedzieć w domu na Florydzie. Coś naprawić, zmodernizować, pouczyć się hiszpańskiego, z nudów auto umyć. Poza tym teraz jestem singlem i nie chce mi się nigdzie samemu latać.

Rok temu rozstałem się ze swoją dziewczyną. Po czterech latach. Nie rozmyślałem o tym za wiele, musiałem się skoncentrować na koszykówce. Wiedziałem, że w tym roku kończy mi się podpisany w 2009 roku kontrakt, a od nowego będzie zależało moje dalsze życie. I OK. Może poznam nową osobę, może nie. Tego się nie da zaplanować, szczególnie jeśli chodzi o kobietę, która ma być tą jedyną.

Ciężko trafić?

- Ale zawsze się szuka.

Chciałbym mieć rodzinę, zbudować z kimś coś trwałego. Choć i tak - w przeciwieństwie do wielu Polaków - chętnie rano wstaję, robię coś, co uwielbiam, i jeszcze dostaję za to dużo pieniędzy. Byłoby głupio, gdybym nie był szczęśliwy.

Poza tym jestem typem samotnika. Nawet kiedy mieszkałem z dziewczyną, często chciałem być sam. Od kolegów też się nieraz odcinam. Oni idą razem do klubu, do restauracji, a ja nie. Zostaję w domu i nie odbieram telefonów.

Co wtedy robisz?

- Patrzę w ścianę. Patrzę w białą ścianę i rozmyślam.

O czym?

- O wszystkim. O życiu, gdzie jestem, gdzie bym chciał być, analizuję swoje poczynania, sytuację, co by było dla mnie dobre, a co nie.

Jak wypada bilans?

- Gdyby nie wypadał dobrze, nie byłbym w tym miejscu, w którym jestem. Staram się nie być arogancki, ale dzięki pracowitości osiągam cele, jakie sobie wyznaczam. Bywam uparty, niektórzy mówią, że za bardzo.

Ta biała ściana cię buduje?

- Przecież nie siedzę i się nie bujam, tylko się zastanawiam nad sobą, pozbywam się zbędnego napięcia. Na przykład wracam z meczu, w którym rzuciłem 30 punktów. Komuś mogłoby się wydawać, że jestem już supergwiazdą. Natomiast ja, jak posiedzę przed tą białą ścianą, to sprowadzam sam siebie na ziemię. Dzisiaj ja rzuciłem, jutro rzuci ktoś inny. Nie jestem aż tak dobry, żebym miał się stać kimś innym. To za mało. Za każdym razem analizuję, co zrobiłem dobrze, co źle.

Dużo zmieniłem w sobie przez ostatnie lata. Kiedyś byłem inną osobą. Zwracałem uwagę na to, co piszą na mój temat, co mówią o mnie ludzie, których nie znam. Dzisiaj to już nie ma wpływu na moje samopoczucie. Kiedy przyjechałem w 2005 roku do Stanów, byłem młodym łebkiem, który nie miał zielonego pojęcia o świecie. Ameryka, NBA, koszykówka zrobiły ze mnie człowieka.

Co roku na Gortat Camp, cykl treningów dla dzieci, przywozisz po paru kumpli z NBA. Polska im się podoba?

- Obecność zawodników NBA, nie tylko Gortata, to gratka dla dzieci. Dla moich kolegów też, niektórzy po raz pierwszy wyjeżdżają z Ameryki i może mylą - tak jak ostatnio Shaquille O'Neal - pierogi z kiełbasą. W Polsce dziwią ich rozmiary, wszystko jest małe. W Stanach nie kupujesz małej paczki chipsów, tylko trzykilogramową. Nie kupujesz auta z silnikiem 1.2, tylko o pojemności 3 lub 4 litrów. Nasza duża pizza to dla nich mała...

Prawie jak w "Podróżach Guliwera".

- W Orlando mam wielki dom, a w Łodzi małe mieszkanie w tym samym bloku, w którym mieszka moja mama.

Przecież takie mieszkania mają niewiele ponad 2 metry wysokości, a ty - 2,13.

- Jakoś się mieszczę. Ciasno trochę, to fakt, ale ludzie całe życie gnieżdżą się w takich pomieszczeniach i nie narzekają. Trudno wytrzymać latem, jak jest skwar. Mógłbym sobie kupić pałac, ale wolałem te dwa pokoiki na blokowisku, gdzie się wychowałem. Jak tu wracam, czuję pokorę.

Polska to też inna mentalność, sam już to widzę. Duża część naszego narodu to hejterzy, zazdrośnicy, anonimowo wypowiadający się internetowi debile. W Ameryce nie ma aż takiego hejtu. Gdybym tam ział nienawiścią - że ten gra słabo, tamten spudłował rzuty, czemu ja nie gram - ludzie by powiedzieli: to spraw, żebyś ty tak grał, żebyś trafiał. Sam musiałem się pozbyć tej cechy.

Mamy w kraju ludzi, którzy przychodzą z pracy i są obrażeni, że nazajutrz znowu muszą iść do roboty. Czują żal i zazdrość. Że ktoś coś ma, coś osiągnął. Ile jest w Polsce ludzi, którzy wypowiadają się na tematy, o których nie mają pojęcia. Gdyby ktoś prześledził, jakie artykuły o mnie pisano, co mówiono, toby nie uwierzył, że ja jeszcze gram w kosza. Ile błędów popełniłem, jaki byłem niegotowy, słaby, bez talentu. Los jednak sprawił, że dzisiaj gram w najlepszej lidze świata i właśnie podpisałem duży kontrakt. Czasem dziennikarze mnie pytają, jaki jest mój cel. To odpowiadam: być najlepszym, wygrać jak najwięcej meczów. A potem, kiedy mi nie idzie, piszą: Co to takiemu chodzi po głowie? Kim on jest? Ale mu odbiło! To co mam mówić? Że przyjechałem przegrać z reprezentacją wszystkie mecze?

Hejterzy? Tak naprawdę są malutcy: ''Wyśmiej trolla na śmierć''; ''Hejterzy to oni czy my?''


''Mój amerykański sen'' - Marcin Gortat o nowym życiu

Podobne dylematy ma Jerzy Janowicz. Tyle że on już nawet nie chce gadać.

- Ja się z nim zgadzam. Na tej słynnej konferencji powiedział, jak jest. W Polsce ma się tylko pretensje do sportowców i oczekiwania wobec nich.

Jedyny problem jest taki, że Jurek nie powinien tego mówić głośno. To się nie opłaca. Może przesadził, że trenował po szopach, ale przecież chodziło o to, że większość z nas ma za sobą ciężką pracę w nieciekawych warunkach. Też trenowałem na parkietach, na które śnieg wpadał przez okna. I słyszałem: "Weźcie to drewno!". Tak o mnie mówili. Dzisiaj mi zwisa, co wypisują na mój temat. Mało tego, jestem na takim etapie, że żadne artykuły nie zmienią mojego życia. Nie muszę udzielać żadnych wywiadów. Nie ma takiego dziennikarza w Polsce ani programu, który mógłby zniszczyć to, co osiągnąłem.

Ale co w związku z tym czujesz? Gorycz?

- Że nic nie przebije mojej ciężkiej pracy, poświęcenia.

Noszę na ręce opaskę "Polish Machine". Lubię ten mój pseudonim, bo przypomina mi, dlaczego tak mnie nazwano, gdzie jestem, a gdzie mogłem być. Przypomina mi najtrudniejsze dni mojego życia, kiedy tak trenowałem, że nie mogłem usiąść z bólu. Nawet gdybym napisał książkę o tym, ile przeszedłem, i tak nikt tego nie zrozumie.

Wywodzę się z rodziny, która może nie była biedna, ale nie była bogata. Nie dojrzewałem w ciepełku, tylko na Bałutach, w dzielnicy, gdzie dużo się działo. Wielu moich kolegów się stoczyło, pijąc alkohol i lejąc się na ulicy.

Wytatuowałeś sobie ojca na sercu - w rękawicach bokserskich i z napisami: "Monachium 1972" i "Montreal 1976". Janusz Gortat zdobył tam medale olimpijskie. Był wzorem?

- Był i jest osobą rozpoznawalną, chciałem utrzymać szacunek dla nazwiska. Wykonał ciężką pracę, chciałem ją kontynuować. I też być osobą dobrze postrzeganą, dającą coś ludziom.

Wychowywałem się z mamą Alicją Gortat, grała kiedyś w kadrze narodowej w siatkówkę. Tata mieszkał w Warszawie, a my z mamą i bratem w Łodzi. Mimo to ojciec dbał o mnie, zabierał na obozy bokserskie. Pewnie myślał, że będę walczył, ale się nie nadawałem. Wolałem piłkę nożną, a on nie nalegał. Nauczył mnie wytrwałości. Był surowy. Mama też - przez pracę, którą wykonywała. Uczyła w szkole WF-u. Wiadomo, przez jej ręce przewijały się setki uczniów, a kolejny czekał w domu.

Kiedy nagle urosłem, te ponad dwa metry mnie nie przerażały, bardziej to, że byłem za chudy, delikatny. Musiałem to potem korygować, chodziłem na siłownię. Mając 17 lat, z piłki nożnej przerzuciłem się na koszykówkę i rok później wyjechałem grać w niemieckim klubie. W 2005 roku, po niecałych trzech latach trenowania, dostałem się do NBA.

Jak łatwo się to mówi. To nie był przecież American Dream. Sam się musiałeś z tego drewna, jak cię nazywali, wystrugać.

- Ludzie widzą tylko to, że jestem bogaty. A ja harowałem, gdy inni imprezowali. Czy dlatego, że jestem bogaty, mam się czuć winny?

Mówią, że postradałem zmysły, bo kupuję wielkie, drogie auta. Jakie mam kupować? Mam 2,13 m wzrostu, potrzebuję samochodu, który będzie duży i bezpieczny, i żeby wsiadły do niego jeszcze ze trzy osoby. Kiedy jadę na event, gdzie spotykają się koszykarze NBA, to jeden przyjeżdża ferrari, drugi maserati, a ja mam podjechać kią albo oplem? I wysiąść w garniturze wartym tyle, co pół takiego auta? To inny świat. No sorry, takie jest życie.

A w Polsce mówią, że odbiła mi sodówka. Jeśli ktoś zarabia 2 tys. zł i zmienia pracę, żeby zarabiać 3 tys. zł, to powiem, że mu odbiło? Każdy chce poprawiać swój standard życia. Tak samo ja. Ciężko trenuję także po to, żeby zarabiać. Pomagam sobie, ale i innym. Mam marzenia i je realizuję. Czy to jest złe?

Nie.

- Za to, gdzie jestem, zapłaciłem ogromną cenę.

Niektórzy koledzy z mojego osiedla wysiadują dzisiaj w barach i popijają piwka. Ja, wracając po treningu, od razu kładę się do łóżka, a rano mam bóle w kolanach, bóle w kostkach, bóle w kręgosłupie. Oni może będą kiedyś panami z brzuchami, bo o siebie nie dbają, ale ja w wieku 35 lat prawdopodobnie będę musiał każdego ranka 15-30 minut poćwiczyć, żeby te kości i mięśnie w ogóle funkcjonowały. Mój organizm będzie już tak zniszczony. A na sam koniec pewnie dostanę w dupę za to, że w ogóle grałem w koszykówkę i że mi się powiodło. W takim kraju żyjemy.

Dlaczego mam zakola i jestem prawie łysy? Bo żyję w strasznym stresie. Wyobraź sobie, że idziesz na imprezę, rano masz kaca i na treningu gorzej ci idzie. Na razie trener tylko krzywo spojrzy. Zagrasz źle mecz, tracisz rytm - powie: "Słuchaj, to mi się nie podoba". Pojawia się presja. Musisz grać lepiej, bo na twoje miejsce jest trzech kolegów, a poza NBA czekają tysiące dzieciaczków. Jeszcze raz źle zagrasz - wypadasz z pierwszej piątki, spadasz do rezerwy. Po roku wylatujesz z zespołu. Nie masz pracy.

Wiesz, co to jest w koszykówce double-double? To statystyczne wyniki zebrane przez zawodnika w meczu. Double-double uzyskuje ten, kto ma wyniki dwucyfrowe, czyli zdobywa minimum 10 punktów i 10 zbiórek na mecz. Dzisiaj na 450 graczy NBA może 12 ma taką średnią. Ja nie mam, ale w ostatnim sezonie byłem bardzo blisko - miałem 13 punktów i 9 i pół zbiórki.

Twój rekord, z maja tego roku, to 31 punktów i 16 zbiórek w meczu z Indiana Pacers - wtedy, kiedy komentujący mecz Shaquille O'Neal krzyczał, gdy rzucałeś: ''Uwaga, grillowane pierogi!''.

- Ale większość meczów zagrałem na poziomie 10-10. Tylko że jak dzisiaj tyle osiągam, to piszą, że zagrałem słabe albo średnie spotkanie. Oczekiwania wobec mnie to już 20 punktów. Na tym polega stres w NBA. Widziałem chłopaków, którzy strasznie się łamali.

To, co dzieje się na parkiecie, przekłada się na życie prywatne. Osiem na dziesięć związków w naszej lidze się rozpada. Znajdź teraz kobietę, która będzie cię lubiła, kochała tylko za to, kim jesteś. Która nie ma dolarów w oczach. Idź do klubu i porozmawiaj z dziewczyną. Porozmawiaj z nią normalnie, nie będąc zwykłym, anonimowym chłopakiem, nie mając normalnego życia.

Ciężko pracują, ale czy aż tak?: ''Piłkarz - najdroższy robotnik świata''; ''Subkultura młodych milionerów''


Co w kinie kręci Marcina Gortata

To znaczy lepszego czy gorszego?

- Myślę, że gdybyś zarabiała miliony dolarów rocznie, nie stawiałabyś sobie takiego pytania. To moja praca. Bardzo ją lubię. Choć to życie, dużo mi dając, jednocześnie coś mi odbiera.

Jak utrzymujesz równowagę?

- Ważne jest, by mieć odpowiednich ludzi wokół siebie. Ci, którymi się otaczam, sprawiają, że jestem bezpieczny, jeśli chodzi o prywatność i na płaszczyźnie związanej z moją fundacją. Oprócz tego miałem dobrych mentorów, trenerów i starszych kolegów, którzy mnie nauczyli, na czym się koncentrować, czym się nie przejmować, jak pozbywać się stresu. Jak? Włączam sobie najprostszą grę. Albo oglądam seriale. "Spartacus", "Gra o tron", "Falling Skies", "The Walking Dead"... Pójdę z kolegami się napić albo na strzelnicę. Jestem wielkim pasjonatem wojska, sam mam osiem sztuk broni.

A czasem siadam przed tą białą ścianą i myślę. Albo przed akwarium. Mam takie wielkie, ze skrzydlicami, może dokupię rekiny. Nie interesują mnie gupiki. Wolę agresywne predatory, pewnie przez koszykówkę. Na parkiecie bywa brutalnie. Też musiałem się tego nauczyć. Przed meczem trzeba w sobie pobudzić agresję.

Masz swoje sposoby?

- Myślę o tym, gdzie bym był, gdybym nie był koszykarzem. Wyobraź sobie, że po drugiej stronie jest ktoś, kto chce ci to wszystko zabrać - walcz o swoje!

A jak mimo to źle ci idzie?

- To się katuję. Karzę sam siebie. Ale może dzięki temu jestem, kim jestem.

Dzięki czemu? Jakie to kary?

- Tak długo trenuję, aż padnę.

Czuję, że tego potrzebuję, bo w sytuacji, w której powinienem dobrze się zachować, źle się zachowałem, źle zagrałem, źle coś powiedziałem. Mimo że już miałem taką sytuację w życiu i wiedziałem, co powinienem zrobić, to popełniłem błąd.

Nie można popełnić błędu drugi raz?

- Nie. Jeżeli się oparzysz, bo dotknęłaś czegoś gorącego, chwytasz to jeszcze raz? Nie. Jeżeli mężczyzna cię skrzywdzi, to wrócisz do niego? Nie.

To takie proste?

- A jeżeli w pracy potraktują cię jak gówno, to pójdziesz tam znowu czy zmienisz pracę?

To jest prostsze.

- Ja tak patrzę na pewne rzeczy. Jeżeli popełniłem błąd, którego nie powinienem popełnić, to mam karę.

Ale są dni, kiedy np. idę do salonu wybrać sobie jakieś auto. To mi zajmie trochę miejsca w głowie. Jednak na ogół nie jestem za dobry dla siebie.

Co straciłeś przez takie życie?

- Niektórych przyjaciół. Pieniądze nas podzieliły. Ale trzymam się jakoś i chętnie wracam do korzeni. Do tego, jak było. Jak zaczynałem grać w koszykówkę, na treningi dojeżdżałem komunikacją miejską. Ostatnio w Sopocie przejechałem się autobusem z Piotrkiem Gruszką. Specjalnie pojechaliśmy okrężną drogą. I wypiłem z nim piwo gdzieś na ławce. Sfotografowali nas od razu. Nie lepiej pokazać w gazecie, że Gruszka organizuje siatkarskie konkursy albo że przygotował z Gortatem koszykarskie campy? Może jakiś rodzic to przeczyta i przyprowadzi dziecko.

Robiąc tour po Polsce, grozisz, że kiedyś zajmiesz się polityką.

- Jako ktoś, kto wpada tu raz na rok i objeżdża parę miast, widzę, że można by zrobić więcej. Niestety, wielu działaczy chce się dorobić, a nie stworzyć coś lepszego. W organizacjach, klubach, sporcie. Chcą coś mieć, zanim zaczną pracować.

Uwielbiam oglądać polityków, porównywać, kto ma rację. Nauczyłem się już rozpoznawać tzw. bullshiterów, którzy gadają totalne bzdury. Próbuję z tej zgrai wyławiać tych, którzy faktycznie chcą coś zrobić dla naszego kraju albo miasta.

Wyławiasz?

- Szanuję Donalda Tuska. Jest inteligentny, zawsze przygotowany i nie boi się wyzwań. Potrafił podejść do kibiców, którzy go obrażali, stanąć z nimi twarzą w twarz, rozmawiać - a przecież oni mogli zrobić różne rzeczy. Ma odpowiednie podejście do stanowiska, które zajmuje, nie obiecuje wszystkiego. Wydaje się skoncentrowany na tym, co zrobić dla państwa.

Wpadłeś do kraju w samym środku afery podsłuchowej, oko cyklonu.

- Nie do końca wiem, co tu się stało. Tłumaczyli mi koledzy i mama, która wszystko ogląda i czyta.

Patrząc z dystansu, politycy w Polsce są rozliczani nie za to, co trzeba. Powiedzmy, że właściciel klubu i trener patrzą na zawodnika, któremu brakuje dyscypliny, który spóźnia się na treningi, czasem coś wypije, nie ma rodziny albo jej nie szanuje, nie zawsze grzecznie się wypowiada. Czy to idealny człowiek? Pewnie nie. Ale za to fantastycznie gra w koszykówkę i może sprawić, że klub będzie na najwyższym poziomie. Podobnie jest z naszym rządem. Nie jest idealny, ale i tak świetnie działa. Czy to, co ktoś powiedział w jakiejś restauracji, sprawiło, że nasz kraj ucierpiał? Chyba nie. A samo podsłuchiwanie ważnych urzędników państwowych - pomogło czy raczej zaszkodziło państwu?

Albo sprawa samolotu, który spadł cztery lata temu - ile było dyskusji, że bomba, że zamach. Czy wałkowanie tego tematu naprawdę poprawi życie ludzi w Polsce?

Napisałeś kiedyś na Twitterze...

- ...że jeden z polityków jest "lekko inny". Bo dziwi mnie, dlaczego człowiek z takim doświadczeniem wciąż zajmuje się tą sprawą. Czy po kilku latach żałoby to ciągle najważniejszy problem naszego kraju? Czy nie możemy się skoncentrować na tym, żeby poprawiać gospodarkę, żeby ludzie więcej zarabiali, żeby im dać więcej miejsc pracy? To jest moje pytanie.

Gdybym był na miejscu polityków z największej partii opozycyjnej i walczył o władzę, tobym myślał, co mogę zrobić dla państwa, żeby tu było lepiej - może wtedy ludzie by na mnie głosowali? Jeśli w zespole jestem rezerwowym, to nie nadaję trenerowi na kolegę z pierwszego składu, tylko próbuję tak zmienić swoją grę, żeby być lepszym od tego na parkiecie.

Lubię ministra obrony narodowej Tomasza Siemoniaka. Namawiam go czasem, żebyśmy wręczali żołnierzom po 20-30 biletów na różne mecze. Symbolicznie, żeby tylko podziękować im za to, co robią. Żebyśmy pokazywali ich na telebimach. Przygotujmy nową generację, która będzie ich szanowała.

Brat koszykarza o sportowej rodzinie: ''Gortatów dwóch: koszykarz i bokser''


Marcin Gortat w polskim sklepie

Jeździsz po różnych misjach, odwiedzasz żołnierzy. Skąd aż taki sentyment?

- Mój tata, oprócz tego, że był słynnym bokserem, był też wojskowym w stopniu kapitana.

Podziwiam ludzi w mundurach. Nie tylko w wojskowych. Podoba mi się szacunek dla służb mundurowych w kulturze amerykańskiej. W naszej tego brakuje. Ludzie nie mają świadomości, że w takim Afganistanie polski kontyngent buduje drogi, szkoły, cywilizację, uczy tamtejszą armię, jak utrzymywać spokój. To mozolna robota wykonywana latami. I co ci żołnierze mają z tego? Siedzi taki rodak na kanapie z piwem w ręku i ich krytykuje. Człowieku, gdyby nie żołnierze, może byś dzisiaj w kamieniołomach siedział, nie na tej swojej kanapie, bo nie bylibyśmy Polską, ale jakimś innym krajem.

U nas, gdy idzie człowiek w mundurze, to drugi patrzy na niego jak na złodzieja, dlatego że na mundurowych płaci się podatki. No, sorry, nie płać podatków, to nie będziesz miał dróg, szkół i lekarzy. A jak trafisz do szpitala, to się nie wypłacisz, nawet jak sprzedasz pół domu. Dlaczego Polacy tego nie rozumieją? Nie zmieni tego ani pan Tusk, ani jakiś Gortat, musi się zmienić generacja ludzi.

To nawet nie jest kwestia patriotyzmu, ja tylko oceniam ludzi po tym, co robią. Popatrzmy na nasze special forces - GROM, komandosi z Lublińca, Formoza, Agat - oni są szanowani na całym świecie. Tylko my sami nie dość ich cenimy. Znam żołnierzy z każdej z tych jednostek, każdej bazy, jeżdżę do nich, w Stanach zapraszam na mecze, trenuję ich dzieci na campach. Oni nie rozumieją, dlaczego nie są szanowani.

No, ale nie trzeba się ze mną zgadzać. Mnie to nawet nie obchodzi, czy ktoś się zgadza, czy nie. Może jak kiedyś postanowię zostać politykiem, będzie mnie to interesowało. Wtedy pewnie chciałbym zacząć od utworzenia nowej partii politycznej, z którą mógłbym się utożsamiać.

Ale serio?

- Jeśli nawet zajmę się polityką, to po to, żeby zmieniać Polskę na lepsze, a nie dorabiać się na niej. Nie ma większych pieniędzy w polityce ani nigdzie indziej niż te, które zarobiłem na sporcie. Na pewno przygotuję się lepiej niż nasi sportowcy startujący do europarlamentu. Zresztą za dwa, trzy lata może mi się odmienić. Kto wie, czy dziecko, które, mam nadzieję, będę miał, nie zmieni mojego poglądu na życie.

Często przywołujesz temat rodziny.

- Bo poza tym mam wszystko, co chciałbym mieć. Jestem zabezpieczony, gram w najlepszej lidze świata, sprawdzam się w tej lidze, czuję się w niej dobrze, jakieś drobne osiągnięcia mam, może będą kolejne - brakuje mi tylko rodziny. Czego więcej od życia chcieć? Jeśli poza tym jest jeszcze coś, czego nie mam, to znaczy, że nie chcę tego mieć.

Może jeszcze chciałbym być zapamiętany. Nie jako koszykarz, który zarobił ciężarówkę pieniędzy, ale koszykarz, który dokonał czegoś więcej, pomagał ludziom. Gdyby każdy z nas komuś pomagał, to może powiedzenie: "Jesteśmy sto lat za Murzynami", znikłoby w końcu z polskiego słownika.

Minister Sikorski powiedział, że mamy w sobie "murzyńskość", więc jest nadzieja, że kiedyś ich dogonimy.

- Poznałem ministra Sikorskiego, doceniam jego silną osobowość. Dostałem od niego honorowe wyróżnienie za promocję Polski w USA, a parę miesięcy później siedzieliśmy obok siebie na meczu, rozmawiałem z nim - i go nie poznałem. Euro 2012, mecz Niemcy - Włochy na Stadionie Narodowym. Całe szczęście nie obraził się, prawdziwy dyplomata. A ja wyszedłem na totalnego dzbanka, który dostał nagrodę i nawet nie podziękował. Jak go kiedyś zobaczę, to jeszcze zanim powiem "dzień dobry", przeproszę za tamtą sytuację.

A polska "murzyńskość"? Jako jedyny biały gracz w Washington Wizards pewnie wiesz, o co mu chodzi...

- Nie bardzo. Chyba całej prasówki z mamą nie przerobiłem.

Że Polacy, jak Afroamerykanie, mają płytką dumę i niską samoocenę.

- Moi czarnoskórzy koledzy na pewno nie mają niskiej samooceny. Ich ego raczej wylatuje nad dachy sportowych hal. No, ale nie każdy chce być nazywany Murzynem.

Niedawno wybuchł rasistowski skandal w NBA. Donald Sterling, właściciel drużyny Los Angeles Clippers, powiedział, że nie chce czarnych na swoich meczach.

- W Wizards nie ma czegoś takiego. Jeśli są jakieś komentarze, to tylko przez złość boiskową, na parkiecie wyzwą mnie czasem od białasa, a ja się odgrywam. Na co dzień w NBA nie ma rasizmu, ta liga sama w sobie jest zbyt zróżnicowana. Przecież nawet mamy już w lidze zawodnika, który publicznie powiedział, że jest gejem - Jason Collins z Brooklyn Nets. To co my będziemy o rasizmie mówili?

Ale jak to zostało przyjęte?

- Następne pytanie.

A ta polska duma? Widzę, że na drugiej ręce masz opaskę z napisem "Polish Pride".

- Cokolwiek by się działo, do końca życia będę powtarzał, że jestem Polakiem i że jestem z Łodzi, i że jestem bałuciarzem. Bałuty Boy.

Podpisałem duży kontrakt - to pomogę moim ludziom z mojego kraju, miasta, dzielnicy. Jeśli w Stanach gra polska reprezentacja - to pojadę, nawet jeśli to jest taniec na wodzie. Jak "Wałęsę" pokazują w Waszyngtonie, to się stawię - żeby oddać hołd człowiekowi, który miał tak wielkie znaczenie dla naszego kraju. Z prezydentem Lechem Wałęsą widzieliśmy się wielokrotnie, bardzo go lubię. On zawsze ze mnie żartuje. Nazywa mnie "pan gwiazda". Mówię mu, że Marcin jestem, ale on swoje i się śmieje.

Mimo wad Polacy to ludzie z charakterem. Nieważne, jak grają nasi piłkarze, stadion będzie wyprzedany. Miłość, jaką oni dostają, jest do pozazdroszczenia. Znani też jesteśmy z pięknych kobiet. I z tego, że zawsze przetrwamy. Jestem przekonany, że gdyby dzisiaj ktoś nas napadł, dalibyśmy radę. Podoba mi się, że w Polsce szanuje się rodzinę. To nasza przewaga nad innymi krajami. Nie mówiąc o tym, że mamy schabowe, mielone, kiełbasę i pierogi. +

*Marcin Gortat - urodził się w 1984 r. Karierę zaczynał w ŁKS, potem wyjechał do Niemiec i grał dla Rhein Energie Kolonia. W 2005 r. trafił do Orlando Magic, ale na swój pierwszy mecz w NBA czekał trzy lata. W Magic był rezerwowym, zagrał jako pierwszy Polak w finałach NBA. W 2010 r. trafił do Phoenix Suns, gdzie stał się jednym z liderów. W 2013 r. przeszedł do Washington Wizards

U progu kariery: ''Czekam na Shaqua''; ''Co zrobię z 34 milionami dolarów? Gortat: Nie mam pojęcia''


Styczeń 2014, Marcin Gortat o walce w NBA i o zeszłorocznym Gortat Camp



A poza tym w Magazynie Świątecznym:

Nie daj się urynkowić
Rynek jest najlepszym mechanizmem regulującym funkcjonowanie gospodarki. Ale w ostatnich dekadach dominujące stało się przekonanie, że rynek jest także najlepszym kryterium określania tego, co jest sprawiedliwe. Rozmowa z filozofem Michaelem Sandelem

Kelner, gracz i podsłuchy
Kelner, który podsłuchiwał polityków i biznesmenów, po wybuchu afery dowie się, że wspólnik oszukiwał go przy rozliczeniach za nagrania

Inteligentne miasto przedawkowuje wi-fi
Nie chodzi o to, by pracować więcej w ładniejszym otoczeniu, ale o to, by zadać pytanie, ile mamy pracować

Uczeni na Sejm z kilofami nie pójdą
Jeśli ktoś chce się uczyć, państwo powinno się cieszyć, zamiast deliberować o tym, ile to kosztuje. Z prof. Janem Woleńskim rozmawia Agnieszka Kublik

Teraz poderżną wam gardziołka. Dane proszę wpisać
Goebbels znów zaczyna być groźny. A groźny jest wtedy, kiedy w tzw. przestrzeni publicznej pojawiają się masowo skrzywdzeni przez los "dzielni młodzieńcy". I ruszają w pochód

Chowała twarz pod pudrem Yardleya
Jestem stąd, polski to mój język. Ale mam nieco ciemniejszy kolor skóry, do tego brązowe oczy - wystarczy, żebym się komuś wydał nie taki. Do odstrzału. Rozmowa z laureatem Nagrody Literackiej "Gdynia" Wojciechem Nowickim



Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.

Komentarze (75)
Zaloguj się
  • waldeck13

    Oceniono 429 razy 337

    Fajny wywiad, fajny gość. Widać, że ma w sobie pokorę i sodówka do głowy nie uderzyła. Panie Marcinie, wielki szacun!!!

  • kaza40

    Oceniono 272 razy 214

    Panie Marcinie,życzę Panu powodzenia w grze i w życiu osobistym.

  • jpsi

    Oceniono 177 razy 157

    Moglibyscie wiecej dawac takich wywiadow, zamiast np. uczestnikow tanca z gwiazdami, czy siwiec?

  • 123jna

    Oceniono 255 razy 153

    Podziwiam go, jaki madry, samodzielny w mysleniu czlowiek i do tego Polak, u nas takich wielu nie mamy. Bylby doskonalym politykiem, podziwiam go, ze potrafil docenic premiera Tuska i rzad bo dla Polakow nawet oddalenie geograficzne nie zmienia zacietrzewienia i przyslowiowej polskiej glupoty, nigdy prawie nie maja do siebie dystansu, tak waznej cechy cywilizacyjnej.

  • haryjesion

    Oceniono 132 razy 98

    Można go lubić, albo nie. Można go krytykować, albo chwalić.
    Nie przepadam za nim, uważam go za średniego, przeciętnie uzdolnionego centra, który ciężką pracą i warunkami fizycznymi próbuje dopchać się do czołówki NBA.
    Natomiast to, co mówi o Polakach, o naszej mentalności i postawie, naszym pluciu jadem, zawiści i krytykanckie - celne, jak trójki Ginobilego i Millsa w finałach.
    Szacunek za mądre i trafne słowa, których się po Gortacie nie spodziewałem. Bardzo rozsądny i konkretny gość.

  • marcin5050

    Oceniono 85 razy 69

    w porównaniu z wywiadem z jakimkolwiek kopaczem, Gortat bije ich o 5 długości.Czemu nie chce grać w kadrze?Tu zachodzi chyba syndrom Lewandowskiego i Borussi- tam graja z dobrymi (w jednej drużynie), a tu z leszczami...nec Hercules contra plures.A co do komentarzy finansowych, to chyba jak w każdym sporcie pieniądze są pochodną dobrych wyników, tj. na naprawdę duże pieniądze, poza odrobiną szczęścia trzeba się napracować lepiej od innych.NIe ma co zazdrościć, niech ma.A że się angażuje w szkółki i popularyzuje-to "plus dodatni"

  • jechor

    Oceniono 76 razy 50

    Nic dodac ,nic ujac.. Wystarczy poczytac komentarze ponizej .. O tym wlasnie ,co powyzej.
    Brawo Marcin !!! Z przyjemnoscia obserwuje Twoj rozwoj .

  • jozwa51

    Oceniono 154 razy 38

    Panie Gortat jesteś pan wielki . Tylko proszę . Zadnych kontaktow z wielebnymi . To zaraza dreczaca Polskę. AMEN !!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX