21 sierpnia 1670 r. Jacques Bossuet, biskup Meaux i kaznodzieja na dworze Ludwika XIV, przemówił nad grobem Henrietty Anny Stuart w obecności Kondeusza. Księżna Orleanu zmarła w wieku lat 26, wypiwszy kawę zbożową, zapewne zatrutą. Na łożu śmierci młoda niewiasta wezwała księży, a nie medyków, objęła krzyż, poprosiła o święte sakramenty i wezwała Boga.

- Cud śmierci - wykrzyknął Bossuet, cytując św. Antoniego - "dla chrześcijanina na tym polega, że kładzie kres nie życiu, tylko grzechom i pokusom, na jakie wystawia. Bóg skraca nasze dni, a z nimi pokusy, ograniczając sposobności, które prawdziwym, wiecznym życiem możemy opłacić. Gdyż świat doczesny to nic, tylko wspólne nasze wygnanie". Dobra śmierć otwiera drzwi ku wieczności, ku "prawdziwemu, wiecznemu życiu". W tym zaś życiu wolno spodziewać się cierpień.

Czy można sobie wyobrazić stosunek do szczęścia i życia odleglejszy od naszego?
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej