Milczenie mafii sycylijskiej było małym piwem w porównaniu z milczeniem poznańskich rodzin

Filip Bajon



Poznań jest miastem spokojnym. Apogeum tego stanu osiąga w niedzielne południe, kiedy poznaniacy po mszy zmierzają do cukierni po "słodkie", które zostanie "spucnięte" (w gwarze poznańskiej: zjedzone) po świątecznym obiedzie.

Ale w niedzielę 20 lutego w Poznaniu nie było spokojnie. Przez centrum maszeruje tysiąc osób, niemal wyłącznie młodzi mężczyźni. Pohukują, aż drżą szyby w kamienicach: "Wielkopolska duma!
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej