"Gdy się dowiedziałam, że wychodzą >>Złote żniwa<<, trochę się wściekłam. On napisał książkę, która jeszcze się nie ukazała, a już jest słynna. Moja praca magisterska i późniejsza książka >>Obóz zagłady Treblinka II w pamięci społecznej (1943 - 1989)<<, która wymagała wielu badań, przeszła bez echa" - mówi w arcyciekawym wywiadzie w "Rzeczpospolitej" Martyna Rusiniak-Karwat, historyczka z Uniwersytetu Warszawskiego. Gross bowiem - dodaje - "nie odkrywa nic nowego. Ale już mamy dyskusję, z której nawet fachowcy dowiadują się wielu nowych rzeczy, wychodzą nowe fakty".

Nie od dziś wiadomo, że polscy historycy - a przynajmniej ogromna większość z nich - stracili umiejętność pisania książek, które inteligencja (kiedyś nazywało się ją "wykształconą publicznością") chciałaby czytać i które budziłyby potem wielkie narodowe dyskusje. Stało się to stosunkowo niedawno - jeszcze sto lat temu, za czasów Askenazego , po to przede wszystkim się historię pisało.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej