Polska polityka zagraniczna po 1989 r. ma w dyskursie publicznym dobre notowania, niczym literacki doktor Jekyll. Ale jej wymiar wschodni jawi się nierzadko jako pan Hyde, demoniczne wcielenie doktora. I od 20 bez mała lat polityka wschodnia wywołuje narzekania i wyrzekania, bywa potępiana i egzorcyzmowana. Powstaje pytanie, dlaczego.

W warunkach globalizacji oraz integracji - szczególnie europejskiej - polityka zagraniczna coraz bardziej kształtuje tożsamość państwa i narodu. Polityka III RP od początku służyła ponownemu zakotwiczeniu Polski w naszej macierzystej cywilizacji zachodniej, wejściu do Unii Europejskiej i NATO. Konfrontacja z dorobkiem krajów zachodnich, do których chcemy doszlusować, nie mogła nie wywołać pytań o dziejowe zaniechania, błędy i porażki polskie, których konsekwencją było zacofanie Polski i ponad 200 lat niewoli bądź ograniczonej suwerenności.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej