Co ciekawe, kariery naukowej Kuczyński nie zrobił. Z dumą mówi o sobie, że jest "pierwszym magistrem RP". Chyba nie bardzo wierzy, że ekonomia jest nauką. Na spotkaniu z amerykańskim ekonomistą Romanem Frydmanem określił ekonomię jako połączenie literatury z matematyką.

Wtedy, w 1980 r. w salce OBS trwała zażarta dyskusja. Kuczyński wraz z Ryszardem Bugajem zgodzili się wejść do powoływanej przez rząd Komisji ds. Reformy Gospodarczej. To nie podobało się części działaczy i doradców "Solidarności". Atakującym był bodajże profesor Stefan Kurowski, który wyrokował, że wchodzenie do struktur stworzonych przez komunistów jest bezcelowe i jedynie je uwiarygodnia. Kuczyński przekonywał, że zawsze trzeba korzystać z szansy na pozytywne zmiany. Zaimponował mi wówczas zdolnością przeciwstawiania się poglądom większości, choć bardziej przemawiały do mnie argumenty Kurowskiego. Byłem radykałem i Kuczyńskiego w myślach zakwalifikowałem do "ugodowców". Dziś nazwałbym go raczej "pozytywistą". Waldemar Kuczyński niemal instynktownie odrzuca rozwiązania skrajne. Choć w PRL był jednym z działaczy opozycji, zawsze był daleki od rewolucji, zawsze szukał środka i taki pozostał do dziś.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej