Był to czas paradoksów - czas anarchii, chaosu i nadchodzącego totalitaryzmu. II wojna światowa przeradzała się w krwawą wojnę domową, ale w Centralnym Komitecie Żydów w Polsce królował duch antyfaszystowskich ideałów. Komitet zorganizował się po Powstaniu Warszawskim, w listopadzie 1944 r., by stanąć na czele ocalałych polskich Żydów. Do ekumenicznego grona weszli komuniści, bundowcy i syjoniści - polityczne spektrum od skrajnej lewicy po centrum. CKŻP zgromadził garstkę działaczy, w tym wielu bojowników podziemia i zagorzałych komunistów, którzy jak Szymon Zachariasz, Grzegorz Smolar czy Michał Mirski przetrwali na Wschodzie.

Trudno o większego entuzjastę ekumenicznego antyfaszyzmu niż Adolf Berman, przywódca socjalistyczno-syjonistycznej Poalej Syjon Lewica, która w pierwszomajowej odezwie z 1946 r. stwierdzała: "Braterstwo broni, które łączyło nasz ruch z awangardą polskiej klasy robotniczej, w szczególności z Polską Partią Robotniczą, w pracy podziemnej i walce konspiracyjnej trwać będzie nadal". Berman hołubił w sercu idee solidarności, wierzył, że najgorsze minęło, że rodzi się nowy, wspaniały świat. W ówczesnych dyskusjach w CKŻP uderza jeszcze jedno - ciepłe stosunki między komunistami i syjonistami. Komuniści popierali ideę państwa żydowskiego, a syjoniści z socjalistycznego odłamu mówili o radzieckiej Palestynie. Oni, którzy przeszli hitlerowskie piekło, awangarda ludzkości, mieli odtąd żyć miło i szczęśliwie.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej