Erika Steinbach rzadko i bardzo niechętnie udziela wywiadów polskim dziennikarzom. Zgodziła się porozmawiać z Brygidą Helbig-Mischewski i Magdą Parys-Liskowski. Autoryzacja wywiadu trwała jednak cztery tygodnie. Wywiad publikujemy w wersji ustalonej przez Erikę Steinbach i jej konsultantów od języka polskiego - bez żadnych zmian. Oto pełna wersja tekstu (w wydaniu papierowym były skróty - zaznaczone)



Brygida Helbig-Mischewski i Magda Parys-Liskowski: Siłą napędową przy tworzeniu "widocznego znaku"1) jako instytucji państwowej był Związek Wypędzonych 2). A teraz pani, jego przewodnicząca, nie uczestniczy w jego realizacji. Boli to panią?

Erika Steinbach: Nie, ponieważ zależało mi przede wszystkim na tym, żeby miejsce pamięci, o które tak długo walczyłam, wreszcie powstało. Niemieccy socjaldemokraci dali jasno do zrozumienia, że zablokują projekt, jeśli zasiądę w radzie. Nie chcę być powodem, dla którego prace się opóźniają. Dlatego zaproponowałam Związkowi Wypędzonych rezygnację z mojej kandydatury, ale i demonstracyjne pozostawienie pustego miejsca jako symbolu wolności wyboru.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej