Włodzimierz Kalicki: Jest Pan jednym z niewielu historyków niestroniących od rozważań nad scenariuszami przeszłości, którym nie dane było się zrealizować. Skąd ta skłonność do rozważań, które wielu Pańskich kolegów po fachu uważa za niepoważne?

Andrzej Garlicki: Zastanawianie się, co by było gdyby, nazywane jest dziś uprawianiem historii alternatywnej. Jak często bywa, elegancka nazwa nobilitowała to zajęcie i dziś poważny historyk może już rozważać alternatywne scenariusze przeszłości, wręcz musi gdybać, bo gdybał opisywany przezeń polityk - bo polityk niemal zawsze musi wybierać między różnymi możliwymi opcjami.

Jak wyglądałaby polska droga do niepodległości, gdyby zabrakło Józefa Piłsudskiego?

- Nie byłaby radykalnie odmienna od tej, którą znamy. Aż do końca I wojny plany Piłsudskiego bardzo często kończyły się porażkami.

Ale gdy z Magdeburga wrócił do Warszawy, podporządkowali mu się praktycznie wszyscy. W tym sensie stał się ojcem odradzającej się państwowości.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej