Gianfranco Fini jest przystojnym, eleganckim i opalonym mężczyzną w sile wieku - wkrótce skończy 53 lata. Okulary w metalowej oprawie dodają mu powagi. Mówi spokojnie, rzadko podnosi głos. Wcielenie rozwagi i umiarkowania. W wolnych chwilach (rzadkich) poluje na ryby pod wodą.

Parę miesięcy temu w wywiadzie dla "Gazety" rozwodził się nad wartościami demokratycznymi i zaletami Unii Europejskiej. O napływających do Włoch cudzoziemcach mówił: "Jestem przekonany, że imigracja jest bogactwem".

Gianfranco Fini musi w każdym wywiadzie udowadniać, że nie jest wielbłądem. Zapewne bardzo go to męczy. Ale na pewno się opłaci.

Kilka tygodni temu został ministrem spraw zagranicznych Włoch. I nic. Milczała Bruksela, milczał Waszyngton. A w Jerozolimie to może się nawet ucieszyli.

Dziesięć lat temu było zupełnie inaczej. Partia...
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.