Staliśmy przed wejściem do jednej z rozgłośni. Mucha właśnie wyszła z tak zwanego śniadania polityków. I gdy tak staliśmy, to przechodziła pewna pani, na oko trzydzieści z hakiem, powiedziała: "Bardzo panią lubię, pani taka ładna, miło się panią ogląda, jestem z panią".

Mucha na to: "Czy ktoś jest ładny czy brzydki to akurat najmniej istotne w polityce".

"Ale ja tylko chciałam powiedzieć, że z przyjemnością się na panią patrzy. Naprawdę. Proszę więc nie rezygnować z występów w telewizji".

Tomasz Kwaśniewski: Ale panią potraktowała.

Joanna Mucha: Przez pierwsze lata w Sejmie dziennikarze bez przerwy mnie pytali, czy uroda pomaga czy przeszkadza w polityce. No, a tego typu pytania mają to do siebie, że z każdej kobiety zrobią idiotkę. Bo nie ma na nie dobrej odpowiedzi. I o to właśnie chodzi.

Żeby odebrać kobietom powagę w polityce, poczucie, że zajmują się czymś sensownym, rozmawia się z nimi albo o urodzie, albo o tym, w jaki sposób godzą obowiązki domowe z zawodowymi. Proszę zauważyć, że na żaden z tych tematów nie rozmawia się z mężczyznami.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej