Siedzimy nad siatką godzin. To znaczy, Marta siedzi, a ja zaglądam przez ramię. Siatka godzin to na razie jedyna poszlaka. Tylko z siatki można wyczytać, co w przyszłym roku planuje Ministerstwo Edukacji. Marta ma dodatkowy powód do obaw. Uczy w szkole.

- Obcięli plastykę? - pytam.

- Obcięli.

- Nie martw się - mówię. - Jak cię wywalą, będziemy robić papierowe kwiaty. Możemy je sprzedawać na ulicy.

Projekty, programy, przemówienia wygłaszane na niebieskim tle wśród flag i ekranów.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej