Justyna Suchecka: Minister Anna Zalewska mówi, że gimnazja się nie sprawdziły, i powołuje się na badania pańskiego zespołu.

Prof. Roman Dolata: Politycy szukają uzasadnień swoich decyzji. To niezmienny proceder. A nauka służy im do tego, żeby z badań wygrzebać jakiś okruch argumentu, który da się przykleić do ich tez. To nie jest specjalność tej ekipy rządzącej, ale muszę przyznać, że jest w tym wyjątkowo sprawna.

Niestety, w Polsce badania naukowe nie są źródłem inspiracji, nie zamawia się ekspertyz, które byłyby poważnie rozpatrywane i poprzedzałyby decyzje polityczne. Ekspertyz, które nie mają być zamówioną pochwałą, tylko odpowiedzią na polityczne dylematy.

Nie znam żadnego badania naukowego, w którym w rekomendacjach byłaby likwidacja gimnazjów.

Pani minister: "Z badań IBE wynika, że gimnazja nie wyrównują szans".

- Zawsze trzeba doprecyzować, z punktu widzenia jakich grup i podziałów społecznych chcemy wyrównywać szanse.

Gdy wprowadzano gimnazja, mocno akcentowano nierówności między miastem a wsią. I rzeczywiście, w bardzo wielu gminach wiejskich udało się stworzyć dobre placówki - nieźle wyposażone, z nowoczesnymi budynkami i z nauczycielami przynajmniej formalnie nie gorzej wykształconymi niż ci w mieście. Gdy patrzymy na wyniki egzaminu gimnazjalnego, widać też, że dystans między wsią a miastem się nie pogłębia, a nawet odrobinę się zmniejszył.
Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej