Z Fransem Timmermansem spotykam się w Europejskim Centrum Solidarności w Gdańsku. 55-letni polityk holenderskiej Partii Pracy, pierwszy wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej (a według znawców Brukseli jej faktyczny spiritus movens), jest w dość bojowym nastroju. Dzień wcześniej, podczas otwarcia sopockiego EFNI, Europejskiego Forum Nowych Idei, jego przemówienie zrobiło piorunujące wrażenie. Mówił bez ogródek, że zjednoczoną Europę trzeba ratować, że powrót do epoki nacjonalizmów może ją rozsadzić.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej