ANDRZEJ BRZEZIECKI: Długie miesiące przed premierą "Wołynia" i w Polsce, i na Ukrainie martwiono się, jak ten film wpłynie na nasze stosunki. To jak wpłynie?

GRZEGORZ MOTYKA: Sam jestem ciekaw, jak zareaguje na niego opinia publiczna. Oczywiście domyślam się, że na Ukrainie zostanie przyjęty krytycznie. Tamtejsze elity są głęboko przekonane, że między tym, co spotkało Polaków i Ukraińców, istniała symetria. Mówiąc brutalnie: dla strony ukraińskiej film, który by prawdziwie odzwierciedlał historię, musiałby być czymś w rodzaju "Django" Quentina Tarantino, z upowcami jako mszczącymi się niewolnikami.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej