Elżbieta Cichocka: "Gdyby moi studenci tak liczyli koszty, tobym ich oblała". Tak podsumowuje pani polski system finansowania służby zdrowia.

Prof. Elżbieta Mączyńska: Tak, bo relatywnie niskie nakłady splatają się w nim z ogromną rozrzutnością. Już same procedury, za które płaci NFZ, zachęcają do marnotrawstwa.

Dam prosty przykład: mój ojciec leżał trzy dni w szpitalu po to, żeby mu uzupełniono niedobory witamin. Inni lekarze potwierdzili, że wystarczyłoby leczenie ambulatoryjne. Nie dość, że Fundusz płacił bez potrzeby za hospitalizację, to jeszcze pacjent został narażony, jak to w szpitalu, na infekcję. Gdyby się zaraził, to - pomijając już wymiar etyczny - oznaczałoby kolejne sztucznie wytworzone koszty. System działa na zasadzie: nie dość, że jestem biedny, to jeszcze marnuję to, co mam.

Prof....
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.