Tomasz Kwaśniewski: W grudniu przestanie pan być sędzią, prezesem Trybunału Konstytucyjnego, i wtedy co? Andrzej Rzepliński: Wtedy mnie zamkną [DRUGA CZĘŚĆ ROZMOWY Z PROFESOREM]



Tomasz Kwaśniewski: Słyszałem, że pan kosi.

Andrzej Rzepliński: - Kiedyś.

Brat ma duże gospodarstwo, ale też wystarczająco dużo maszyn, więc nie muszę już tam jeździć. Ale wcześniej, na przykład w czasie studiów, to była też kwestia obowiązku synowskiego.

Ojciec był kułakiem, pierwsze urządzenie rolne miałem w wieku lat siedmiu. Jaki ja byłem dumny, kiedy mi ojciec pozwolił ze sobą pracować. On prowadził jeden pług, a ja drugi. Co było jednak dość trudne, mimo że od urodzenia byłem za duży.

Za duży?

- No tak, bo jak się urodziłem, to ważyłem prawie sześć kilo.

Rety!

- To, że nie zostałem uszkodzony, ani moja mama, to cud. A właściwie zasługa lekarza, Niemca.

Mój poród - tak mi się przytrafiło - przyjmował doktor Karol Szwanke, który skończył szkołę medyczną w Królewcu. A potem, po pierwszej wojnie, przyjechał na północne Mazowsze, został. I kiedy przyszli Niemcy, nie podpisał Reichslisty, wobec czego po wojnie nie wypędziliśmy go.

Umarł w 1959 roku i na jego pogrzeb - ja to pamiętam, byłem w trzeciej klasie - późna jesień, zimno, zeszło się pół miasta. Dziś ma ulicę w Ciechanowie. Mieście bardzo konserwatywnym, głosującym na partię na trzy litery.

Mnie Ciechanów dał tytuł honorowego obywatela.

Ścigając prezesa Trybunału Konstytucyjnego
Artykuł 79. Nasze skargi do Trybunału Konstytucyjnego



Wróćmy do pługów.

- Na północnym Mazowszu pług nazywany był amerykiem. Bo to z Ameryki przyszło. I ojciec miał bardzo dobre te ameryki. Ale na tym akurat polu gleba była ciężka, gliniasta. Naprawdę silny mężczyzna musiał pług tam trzymać, żeby nie wyskakiwał. I mnie się parę razy to przydarzyło.

Ojciec na to patrzył, ja miałem poczucie winy i on mi wtedy, czasami takie zdania mają wielki wpływ: "Synku, ziemi nie da się oszukać". Bo ja próbowałem ją oszukać. Nogą rozpychałem, żeby skiba się odwróciła.

Pamięta pan jakieś inne ojcowskie teksty?

- Nasza komunikacja polegała głównie na mowie ciała.

Mój ojciec to był odważny człowiek, wzięty do niewoli w Modlinie, do Polski wrócił w 1948. Zresztą to plus to, że mój teść również był żołnierzem - też wrócił do Polski w '48, też z Zachodu - uratowało mnie przed przypisaniem mi specjalizacji wojskowej J-23.

Prof. Adam Strzembosz: Moim zdaniem pan prezydent Duda parokrotnie złamał konstytucję [ROZMOWA GRZEGORZA SROCZYŃSKIEGO]



J-23?

- Wojskowa Służba Wewnętrzna, w skrócie WSW. Czyli policja wojskowa, w tym wywiad.

Po studiach każdy z nas, kto odbył służbę wojskową, zdawał egzamin oficerski. I ja go zdałem. Ale żeby ze stopnia starszego kaprala podchorążego dostać gwiazdki oficerskie, trzeba było jeszcze trzy miesiące odsłużyć. I jak o tym myślałem, a słabo myślałem, to że do piechoty się zapiszę. Ewentualnie.

Zameldowany byłem wtedy przy Wale Miedzeszyńskim 870, ale wojsko zdefiniowało, że nie ma takiego adresu. Oni myśleli, że chcąc się wymigać, dopisałem zero. A pod 87 stała wtedy szopa, w której nikt nie mieszkał. Uznali mnie więc za dezertera.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej