Posłuchaj wersji audio



Tomasz Kwaśniewski: Słyszałem, że pan kosi.

Andrzej Rzepliński: - Kiedyś.

Brat ma duże gospodarstwo, ale też wystarczająco dużo maszyn, więc nie muszę już tam jeździć. Ale wcześniej, na przykład w czasie studiów, to była też kwestia obowiązku synowskiego.

Ojciec był kułakiem, pierwsze urządzenie rolne miałem w wieku lat siedmiu. Jaki ja byłem dumny, kiedy mi ojciec pozwolił ze sobą pracować. On prowadził jeden pług, a ja drugi. Co było jednak dość trudne, mimo że od urodzenia byłem za duży.

Za duży?

- No tak, bo jak się urodziłem, to ważyłem prawie sześć kilo.

Rety!

- To, że nie zostałem uszkodzony, ani moja mama, to cud. A właściwie zasługa lekarza, Niemca.

Mój poród - tak mi się przytrafiło - przyjmował doktor Karol Szwanke, który skończył szkołę medyczną w Królewcu. A potem, po pierwszej wojnie, przyjechał na północne Mazowsze, został. I kiedy przyszli Niemcy, nie podpisał Reichslisty, wobec czego po wojnie nie wypędziliśmy go.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej