Kiedy w 2011 roku "Wyborcza" opublikowała cykl moich tekstów o reprywatyzacyjnych odszkodowaniach za wywłaszczone przez PRL nieruchomości - pies z kulawą nogą się tym nie zainteresował. Opisałem podobne przykłady jak te dzisiejsze z Warszawy. Cytowałem ostrzeżenia Najwyższej Izby Kontroli z 2008 roku, listy prezydentów Gdyni i Gdańska do ministrów i premiera z 2007. Politycy każdej partii od lat wiedzą, że miliony ze skarbu państwa za majątki zabrane w PRL płyną do kieszeni zorganizowanej sieci pełnomocników, a nie poszkodowanych.
Pozostało 97% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej