Do tej pory z wirtualną rzeczywistością miała do czynienia jedynie garstka osób. Większość z nich - do stycznia sprzedaż szacowano na 5 mln sztuk - miała okazję wypróbować jedynie kartonowe (stąd nazwa Cardboard, ang. karton), bardzo tanie, firmowane przez Google'a urządzenia.

Sam rynek VR przypomina zaś na razie Dziki Zachód - wszyscy technologiczni giganci wierzą, że jest tam złoto, choć gdzie dokładnie i jak je wydobyć - nie wiadomo. Każdy więc pędzi, czym może, i kopie, czym potrafi, z nadzieją, że to on zajmie najbardziej żyzny kawałek ziemi i najbardziej się na niej wzbogaci.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej