Choć w sporach o kształt Unii Europejskiej politycy rządzącej partii lubią się powoływać na zasadę pomocniczości - wszelkie sprawy powinny być załatwiane na tyle lokalnie, na ile to możliwe - to w polityce krajowej sprawia im ona wyraźny problem.

Samorząd terytorialny nie jest bowiem dla PiS sukcesem transformacji, lecz jednym z obszarów do "dobrej zmiany".

Przejmowanie samorządów

Część zastrzeżeń PiS ma pewne racjonalne jądro. Faktycznie, przekazywanie wielu spraw w dół oznaczało czasami pozostawianie słabszych, uboższych obszarów samym sobie i zwiększanie ich dystansu do tych rozwijających się szybciej. Rzeczywiście należałoby się zastanowić nad limitami kadencji dla prezydentów miast.

Ale jak to bywa w wypadku tej partii, nic nie wskazuje na to, by te diagnozy stały się punktem wyjścia do konstruktywnej dyskusji nad wspólnym wypracowaniem rozwiązań.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej