Kara trzech lat więzienia za "publiczne i wbrew faktom przypisywanie Państwu Polskiemu lub Narodowi Polskiemu odpowiedzialności lub współodpowiedzialności" za zbrodnie nazistowskie wedle deklaracji rządu ma pozwolić skutecznie przeciwdziałać pojawianiu się w zagranicznej prasie sformułowań o "polskich obozach śmierci".

To jednak tylko fasada. W rzeczywistości za obroną dobrego imienia Polski i Polaków ukryty jest przemyślany i cholernie niebezpieczny plan. PiS nie mówi o tym głośno, ale wprowadzone w życie prawo "antydyfamacyjne" umożliwi prawicy forsowanie własnej polityki historycznej - bo wszystkim innym zaknebluje usta.

Nowelizacja ustawy o IPN zawiera rozdział "Ochrona dobrego imienia i Rzeczypospolitej Polskiej i Narodu Polskiego". Dla przyszłości wolności słowa kluczowe są dwa artykuły.

Artykuł 53o stanowi, że ochrona dobrego imienia Polski prowadzona będzie na podstawie kodeksu cywilnego - czyli tak jak w sprawach o zniesławienie. Jest tam też bomba: powództwo w sprawie ochrony dobrego imienia może wytoczyć "organizacja pozarządowa w zakresie swoich zadań statutowych" oraz - to już art. 53p - Instytut Pamięci Narodowej.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej