Układ warszawski. Czy reprywatyzacja w stolicy zatrzęsie polską polityką?



Adam Leszczyński: Miasto najpierw uchwala zgodę na budowę ogromnego wieżowca na działce przy Chmielnej 70, a potem oddaje tę wartą 160 mln zł działkę kupcom roszczeń, chociaż została spłacona po wojnie właścicielowi. Gdy opisujemy tę sprawę, ratusz twierdzi, że musiał ją oddać. Co za potworna bezczynność!

Ewa Łętowska: Raczej potworna bezczelność!

Pieniądz rodzi chciwość. Ona skłania ludzi do przedziwnych rzeczy. Takie słabe państwo, jakie mamy, wystarcza na socjalizm, który bywał prymitywnie opresyjny i nie rodził takich pokus. Ale nie wystarcza na kapitalizm, który kusi w sposób wyrafinowany, a złoczyńców skłania do subtelnej inwencji.

Przez ostatnie 20 lat nic nie można było zrobić w sprawie warszawskiej reprywatyzacji?

- Można było. Władze miasta są winne grzechu zaniedbania. Przy czym obecna pani prezydent weszła w coś, co już istniało. Marzyła pewnie, żeby mieć dobrych, sprawnych urzędników. No to miała. Uwalniali ją od konieczności zbyt głębokiego zajmowania się tą sprawą.
Pozostało 93% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej