Błażej Strzelczyk, Piotr Żyłka: Czyli jednak dawać.

Siostra Małgorzata Chmielewska: Oczywiście.

A jeśli żebrzą dla mafii?

- Jeśli temu romskiemu dzieciakowi z harmonią, który zakłóca wasz spokój w kawiarni, nie dacie 2 złotych, to możecie być pewni, że on wróci do domu i dostanie wpierdol, bo nie przyniósł zarobku. Wy będziecie mieli czyste sumienie?

Dając mu pieniądze, przykładamy rękę do biedy.

- A nie dając mu pieniędzy, przykładacie rękę do tego, że on dostanie - w najlepszym wypadku - lanie. Żeby zmienić całą tę sytuację, trzeba wejść w ich kulturę, rodzinę, zobaczyć, jakie są tam zależności, kto kogo wyzyskuje. To nie jest proste. I lepiej nie robić tego w pojedynkę.

"Nie daję biedakom, bo oni zarabiają całkiem niezłe pieniądze" - mówią niektórzy.

- I mają rację. Jeśli żebranie jest zawodem, to trzeba powiedzieć, że to jest cholernie ciężka praca.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej