W ostatnich miesiącach, odkąd w wyścigu do Białego Domu zyskał poparcie w całej Ameryce, oskarżano go o wszystko, od rasizmu po mizoginizm.

Ale jest pytanie, które może się okazać bardziej kłopotliwe: czy Donald Trump jest rosyjskim agentem? Może nie, ale z pewnością należy do tych, których radziecki przywódca Lenin nazywał "pożytecznymi idiotami" - ludzi Zachodu, którzy lekceważyli masowe zbrodnie i wspierali wielką sprawę komunizmu.

Do takiego wniosku dochodzą najbardziej doświadczeni światowi kremlinolodzy, przyglądając się niecodziennej błazenadzie republikańskiego kandydata i szemranej przeszłości jego doradców.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej