Byłaś na dachu? - pyta chłopak napotkany przy wejściu do nieczynnej stoczniowej hali. W kitlu, czyli kucharz. Zmęczony, uśmiechnięty, więc pewnie pracuje przy projekcie.

Wdrapujemy się po schodkach przyklejonych do ściany budynku. Wychodzimy na wyłożony papą dach. Przede mną ciąg zbitych z desek skrzyń i grządek, a w nich jarmuże, cukinie, ogórki, gotowe do zbioru młode buraczki i czekające na przepikowanie marchewki. Pod rynną doniczki z truskawkami i poziomkami, w rogach dachu - jutowe wory pełniące funkcję donic na ziemniaki i fasolkę. Jest nawet ul przytroczony taśmą transportową do europalety.

Słychać hałas stoczni i bzyczenie pszczół, czuć zapach rozgrzanej papy i wybujałych krzaczków mięty. Gdyby Mad Max postanowił zostać działkowcem, pewnie tak by to wyglądało.

Na pomysł założenia warzywniaka, a właściwie minigospodarstwa w sercu industrialnego kompleksu, wpadła ekipa gdyńskiej restauracji Metamorfoza: właścicielka Justyna Zdunek, szef kuchni Adrian Klonowski i menedżerka Matylda Grzelak. Z ich inicjatywy od czterech lat odbywają się Commis Made, czyli spotkania szefów kuchni, którzy wspólnie zgłębiają zagadnienia związane z ich rzemiosłem, np. sztukę myślistwa czy rybactwa. Tym razem tematem było miejskie rolnictwo.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej