W każdej dyskusji o miejscu Wielkiej Brytanii w świecie wypada zacytować opinię byłego sekretarza stanu USA Deana Achesona z 1962 r.: "Wielka Brytania straciła imperium, ale nie znalazła dla siebie nowej roli".

Kiedy patrzy się z zewnątrz na brytyjskie referendum, próbując je zrozumieć, przychodzi pokusa, by znów zacytować Achesona i przyjąć, że wszystko da się wytłumaczyć przypływem imperialnej nostalgii odzwierciedlającej mentalne półoderwanie Wielkiej Brytanii od kontynentu oraz naturalną ciasność horyzontów wyspiarzy.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej