Miałem niecałe 12 lat - brakowało mi tygodnia do urodzin - kiedy zostałem pasowany na wroga. 6 - a może 7? - czerwca 1967 r. przyszedłem jak co dzień do mojej szkoły na ulicy Spartańskiej w Warszawie. Zmieniłem buty na kapcie i z tornistrem na plecach zmierzałem do pracowni robót ręcznych, kiedy nagle kłębiące się bezładnie na korytarzu tabuny uczniów ze wszystkich klas tu i ówdzie się przerzedziły, gdzie indziej zgęstniały - i oto szedłem zupełnie sam, a naprzeciwko mnie stała grupa moich kolegów z klasy.
Pozostało 98% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej