Śni mi się powracający koszmar: PiS nagle oddaje władzę, a my zostajemy z naszym antykaczyzmem jak Himilsbach z angielskim w słynnej anegdocie - na lodzie. Piszę "my", bo w sprzeciwie wobec autorytarnych zapędów stoimy przecież ramię w ramię. Piszę "my", bo jeśli władzę odebraną PiS-owi (prędzej lub później, ale raczej nieuchronnie) się spieprzy, to weźmie ją sobie już nie staromodny pan z Żoliborza, ale krzepki Übermensch w typie Mariana Kowalskiego i jego bojówek. A wtedy na zapowiedzianych już szubienicach będziemy dyndać wspólnie: wy - ciągle jeszcze mocarni liberałowie, i my - popiskująca w kąciku lewica.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej