Strzelali z bliska, po kilka razy

"Łazik" - dowódca mojego ojca z AK - dostał rozkaz wykonania na "Ogniu" wyroku śmierci. "Ogień" z kolei kazał zabić "Łazika" za zamordowanie kupców. A podczas wykonywania egzekucji na "Łaziku" "Ogniowcy" rozstrzelali grupę Żydów ocalałych z Holocaustu.

Jerzy Wójcik, autor książki "Oddział", opowiada o splątanych partyzanckich losach.



W Kalinie Wielkiej, 50 km na północ od Krakowa, na cmentarzu katolickim leżą w nieoznaczonym grobie ciała pięciu Żydów i Żydówki.

- Słyszałem, ale na wsi trzeba pytać - grzecznie, lecz stanowczo odsyła mnie ks. Adam Bucki z miejscowej parafii.

- Nie może być. Wiedziałabym, mieszkam tu przecie ponad 80 lat - kręci głową kobieta zgięta wpół, której płot sąsiaduje z cmentarzem.

- Pierwsze słyszę - krzywi się bibliotekarka z Kaliny.

Żydów pochowano tam po wojnie. Ich czaszki mają w potylicy dziury po kulach Armii Krajowej.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej