Nicolas (Mikołaj) Grospierre - ur. w 1975 r., fotografik zaliczany do nowych dokumentalistów. W 2008 r. wraz z Grzegorzem Piątkiem, Jarosławem Trybusiem i Kobasem Laksą zdobył Złotego Lwa na Biennale Architektury w Wenecji. Jest laureatem Paszportu "Polityki" 2011. Właśnie ukazał się jego album "Modern Forms. A Subjective Atlas of 20th Century Architecture" (Prestel Publishing).

Maciej Jaźwiecki: W twoim najnowszym albumie są fotografie budynków niemal z całego świata. Ale zestawiłeś je według nietypowego podobieństwa - form architektonicznych. A potem człowiek czyta podpis pod zdjęciem i widzi, że jeden jest z Warszawy, drugi z Trypolisu, a trzeci z Atlanty. Jak to możliwe?

Nicolas (Mikołaj) Grospierre: Zadanie było uproszczone, bo fotografowałem budynki modernistyczne. Wielu ludzi uważa, że w poszczególnych krajach taka architektura miała swój własny, odrębny język i specyfikę. Niektórzy próbują tworzyć z tego narodowe narracje, mówiąc: "Tak się budowało tylko u nas, a u innych inaczej". Okazuje się jednak, że na różnych kontynentach możemy znaleźć prawie identyczne budynki. Szczególnie się ucieszyłem, gdy mogłem zestawić obok siebie na jednej rozkładówce zdjęcia z Izraela i Iranu. Bryły wyglądają niemal identycznie. Co ciekawe, pełnią tę samą funkcję - są bibliotekami.
Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej