Wszystko się rozpadło. Nawet nie wiedziała, czy jest winna, czy nie. Ze szpitala trafiła do więzienia. 24-letnia Delmi Ordońez stresuje się, że ośmioletni syn został sam w domu. Partnera zaaresztowano jako wspólnika.

Tydzień wcześniej o poranku idzie do toalety. Dostaje drgawek i krwotoku, traci przytomność. W szpitalu lekarze pytają: "Co się stało? Gdzie jest ciało?".

Jakie ciało?

- Okazało się, że byłam w szóstym miesiącu ciąży - Delmi drży głos. - Lekarze stwierdzili, że muszą złożyć doniesienie do prokuratury. Kłamali, ale ja o tym wtedy nie wiedziałam.

Delmi prowadzi sklepik w Jayaque na zachodzie Salwadoru. Wokół zbocza porośnięte tropikalnym lasem i kawą. Od więzienia Ilopango w San Salvador, gdzie spędziła 11 miesięcy, dzieli ją 40 km. Od miejsca, gdzie pękło jej życie - 20.

- Nigdy nie myślałam o aborcji, dopóki mnie to nie dotknęło. Byłam egoistką? - zastanawia się.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej