Anna Zalewska - ur. w 1965 r., minister edukacji narodowej, polonistka, była zastępcą dyrektora Liceum Ogólnokształcącego w Świebodzicach, radną powiatu świdnickiego; od 2007 r. posłanka z ramienia PiS.

Aleksandra Pezda: Ponoć rząd znalazł co najmniej dwieście wad w polskiej szkole. Strasznie dużo! Wymieni pani choć najważniejsze?

Anna Zalewska: Przede wszystkim nie mamy absolwenta, jakiego byśmy oczekiwali. To znaczy młody człowiek opuszcza liceum, a nie jest gotowy do studiowania. Wiele uczelni musi uruchomić rok zerowy, żeby przygotować maturzystów do studiów.

Niemal połowa rocznika idzie na studia, średni poziom musiał spaść. Jak pani chce temu zaradzić?

- Zmienimy całą podstawę programową - od przedszkola po maturę. Zaprosiliśmy do wspólnej pracy około 2 tys. społecznych ekspertów i dyskutujemy o tym. Bierzemy także udział w wojewódzkich konferencjach pod hasłem "Uczeń - rodzic - nauczyciel. Dobra zmiana".

To wielka debata społeczna o całym systemie edukacji. Nawet prezydent zapowiedział, że się w nią włączy. Obiecałam, że pod koniec czerwca przekażę mu informacje podsumowujące. Dodatkowo jego doradca prof. Andrzej Waśko wypracuje ze środowiskiem akademickim swój własny wkład do dyskusji.

Wyniki tych wielkich konsultacji społecznych przedstawię 27 czerwca w Toruniu, choć mogę powiedzieć, że już jestem z nich bardzo dumna. Na spotkaniu europejskich ministrów edukacji w Berlinie chwalono nas za to, że tak szeroko konsultujemy reformy, co się wcześniej nie zdarzało!

Polskie dzieciaki należą do najbystrzejszych na świecie. Między innymi dzięki gimnazjom. Ich likwidacja to patent na masową hodowlę życiowych nieudaczników



Kilka poważnych zmian już pani wprowadziła. Raczej przed rozpoczęciem tego dialogu.

- Szybko wprowadzamy te zmiany, które obiecaliśmy w programie wyborczym. Przede wszystkim daliśmy wolność wyboru rodzicom, tak aby sami mogli decydować, czy ich dziecko pójdzie do szkoły od 6. czy od 7. roku życia. Zrezygnowaliśmy także ze sprawdzianu po szkole podstawowej. Był to tylko niepotrzebny stres i nauka pod testy. Do tego - o tym media nie mówiły - uratowaliśmy 2 mld zł z funduszy europejskich na Zintegrowany System Kwalifikacji, czyli mechanizm potwierdzania efektów uczenia się na potrzeby rynku pracy, co zajęło rządowi PO-PSL pięć lat pracy i nie doczekało się finału. Gdyby nie my, nie byłoby tego. Polsce przepadłyby unijne pieniądze, a także bezproblemowy dostęp do europejskiego rynku pracy.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej