Z zewnątrz nie wygląda to dobrze. Ktoś gapi się w sufit z otwartymi ustami. Ktoś kręci się w fotelu z wyrazem rozanielenia na twarzy. Ktoś tańczy dziwny taniec, wymachując dookoła rękami. Ktoś wybucha śmiechem, ktoś nagle krzyczy. Pozornie bez powodu. Bo tu, podobnie jak u Małego Księcia, najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. W każdym razie dla oczu postronnych. Reszta oczy ma przysłonięte specjalnymi goglami i jest teraz zupełnie gdzie indziej: w kolejce górskiej, w helikopterze, w domu pełnym zombi, w łóżku z przystojnym blondynem.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej