Najpierw dokładnie sprawdziliśmy, czy w aktach z domu Kiszczaka nie ma niczego, co kompromitowałoby polityków prawicy, prezesa Kaczyńskiego czy Kościół. Chcieliśmy się przekonać, czy teczka "Bolka" to nie jest pułapka zastawiona przez Kiszczaka. Dopiero gdy plotki o innych mocnych materiałach, nie tylko na Wałęsę, nie potwierdziły się, zapadła decyzja o publikacji - mówi historyk z IPN znający kulisy ujawnienia teczek, które obciążają Lecha Wałęsę.

Operacja "Bolek". Czego nie było w szufladzie Kiszczaka



Lustracyjny ciąg technologiczny

Dlaczego prezes IPN Łukasz Kamiński w ekspresowym tempie udostępnił teczki znalezione w domu nieżyjącego gen. Czesława Kiszczaka?

Bo wiedział, że jeśli się nie pospieszy, wyprzedzą go ci, którzy regularnie informują polityków i media o co ciekawszych znaleziskach. Niczego nie ryzykują, bo dokumenty z zasobów IPN są jawne.

Przykładów jest mnóstwo. Gdy sędzia Igor Tuleya krytycznie wyraził się o metodach CBA za poprzednich rządów PiS, Cezary Gmyz z "Do Rzeczy" natychmiast dostał z IPN amunicję w postaci kwitów na "resortową" rodzinę sędziego. Kiedy Tomasz Sekielski skrytykował książkę "Resortowe dzieci", jej autorzy na łamach "Gazety Polskiej" błyskawicznie zlustrowali rodzinę dziennikarza. Pracujący w IPN prawicowi historycy pomagali zbierać "kompromaty" na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Ostatnio Ryszardowi Petru wyciągnięto, że w wieku lat 12 był z rodzicami w Związku Radzieckim.

To działa od lat. W Instytucie nie jest tajemnicą, z którymi dziennikarzami współpracują poszczególni historycy i archiwiści. Nasi rozmówcy twierdzą, że było niemal pewne, że teczka "Bolka" natychmiast po skopiowaniu trafi do "mediów niepokornych". Kamiński wolał więc ją ujawnić - mimo zaprzeczeń Wałęsy, braku opinii grafologicznej i wyroku sądu lustracyjnego, który już dawno trzy dokumenty z tej teczki uznał za fałszywki.

- Prezes chciał też pokazać, że jeszcze on tutaj rządzi - mówi nam pracownik IPN.

Kamiński dostrzegł też w teczce "Bolka" szansę na polepszenie swoich notowań podczas czerwcowych wyborów nowego prezesa. Nie należy do faworytów PiS, a prezesa wybiera Sejm.

Jest jeszcze trzeci element. Gdy wdowa po Kiszczaku przyszła do IPN z ofertą sprzedaży teczki "Bolka", Kamiński był autentycznie poruszony - mówią jego współpracownicy. A kiedy w domu generała prokuratorzy IPN znaleźli oryginały donosów, prezes uległ "wzmożeniu" podobnemu do tego, które w kwietniu 2005 r. stało się udziałem Leona Kieresa. Po śmierci Jana Pawła II pierwszemu szefowi IPN podsunięto teczkę ojca Konrada Hejmy świadczącą, że związany z polskim papieżem zakonnik od lat współpracował ze służbami PRL. Kieres nie mógł się powstrzymać. Błyskawicznie ogłosił światu, że w otoczeniu papieża działał groźny agent, a potem ujawnił teczkę Hejmy.
Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej