Kora - ur. w 1951 r., wokalistka i autorka tekstów Maanamu, legendy polskiego rocka.

Kamil Sipowicz- ur. w 1953 r. w Otwocku, historyk filozofii, poeta, rzeźbiarz, malarz. Autor m.in. "Hipisów w PRL-u" i "Encyklopedii polskiej psychodelii". Jest autorem części tekstów Maanamu.


AGNIESZKA KUBLIK: Olaparib.

KORA: Biorę go od 12 dni. To skuteczny przeciwnik w walce z nowotworem jajnika z mutacją w genie BRCA, w jego czwartej fazie, czyli mojej. W Polsce jeszcze nierefundowany.

KAMIL: Miesięczna dawka kosztuje 24 tys. zł.

KORA: Powinnam go brać do końca życia, oby to było jak najdłużej. Więc albo pacjent zdobędzie receptę, płaci sam, albo się nie leczy. Jednak zdobycie recepty jest bardzo trudne. Czyli leczenie jest tylko dla bogaczy, bo to jest lek dla bardzo bogatych chorych kobiet. A śmierć nie wybiera, biedni też chorują.

KAMIL: Dwieście kobiet w Polsce jest w takiej samej sytuacji. Walczymy o olaparib dla nich wszystkich.

Nie wyjdą przecież z kroplówkami na ulice.

KORA: Tak, dwieście kobiet. Matki, żony, babcie, siostry. Wszyscy chcą, żeby były tu, na ziemi, jak najdłużej.

KAMIL: Kora bierze dziennie szesnaście tabletek, dwa razy po osiem.

KORA: Mam po nich obniżenie nastroju, apetytu, problemy z żołądkiem, trzeba uważać na to, co się je. Jest duży ubytek energii. Och, to są bardzo wyraźne zmiany. Ale i tak lepiej się czuję teraz niż w pierwszym tygodniu kuracji. Jakby się organizm do tego przyzwyczajał. To nie jest komfortowe uczucie, wcześniej miałam o wiele więcej energii. Ale nie jest źle, nie jest źle. Nie muszę być w szpitalu podłączona do tej całej aparatury. Nie zajmuję czasu lekarzom ani pielęgniarkom, które mają i tak mnóstwo roboty.

Ja mam możliwość, żeby o tym mówić, a inne kobiety nie. Ja sobie zawsze jakoś radzę. Już sprzedajemy mieszkanie, żeby starczyło na ten lek.

Angelina Jolie usunęła jajniki. Czy postąpiła słusznie?



KAMIL: Potem możemy sprzedać dom, zobaczymy.

Już samo zdobycie recepty na to lekarstwo jest trudne.

KAMIL: Musiałem przejść trudną drogę, żeby się zorientować, o co chodzi. Otóż NFZ niechętnie patrzy na szpital, w którym część leczenia opłaca pacjent. Wtedy może cofnąć finansowanie całej kuracji, a dla szpitala jest to katastrofa.

Intencja jest dobra, chodzi o to, żeby nie komercjalizować procesu leczenia. Ale powinny być wyjątki, jak zagrożenie życia, a tak jest z lekami onkologicznymi. One są ostatnią szansą.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej