W progu rezydencji w snobistycznym Saint-Cloud na obrzeżach Paryża wita mnie rudy kot, choć spodziewałam się ukochanych dobermanów pana domu. Jean-Marie dał się z nimi sfotografować sławnemu Helmutowi Newtonowi w pozie przypominającej zdjęcia z owczarkami niemieckimi Adolfa Hitlera.

Okazałą posiadłość Montretout twórca Frontu Narodowego otrzymał w 1976 roku w spadku razem z 30 mln franków. Darczyńcą był przedsiębiorca Hubert Lambert, zwolennik założonej dwa lata wcześniej partii.

Kot przymilnie ociera się o mnie, kiedy czekam na spotkanie w salonie, gdzie ze stylowych sztukaterii na suficie zaczyna odpadać farba.

Podobno rok temu jeden z psów pożarł kota Marine, obecnej szefowej Frontu i córki Jeana-Marie. Przyznała, że długo tę rodzinną tragedię opłakiwała, gdyż jest "kocią mamą". Wydarzenie nie poprawiło napiętych stosunków w rodzinie Le Penów. Kilka miesięcy temu córka wyrzuciła patriarchę rodu z założonej przez niego partii.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej