Katarzyna Bonda - ur. w 1977 r., powieściopisarka, dokumentalistka, nominowana do Nagrody Wielkiego Kalibru - najważniejszego polskiego wyróżnienia za książki kryminalne. Była sprawozdawcą sądowym, reporterką. Wydała sześć powieści, wszystkie stały się bestsellerami. Wprowadziła do polskiego kryminału nowego bohatera - profilera, czyli kryminologa opracowującego portret psychologiczny zabójcy. W najnowszej książce Bondy - "Okularniku" - Sasza Załuska, profilerka po przejściach, przyjeżdża do Hajnówki, żeby uporządkować prywatne sprawy, i wikła się w lokalną aferę kryminalną z tużpowojenną historią w tle.

Paweł Smoleński: "Okularnika" zadedykowałaś babci.

Katarzyna Bonda: Dostałam po niej imię - Katarzyna. Do 37. roku życia wierzyłam w rodzinną opowieść, że babcię Kasię zastrzelił jakiś Niemiec siedzący w czołgu.

Kiedy postanowiłam napisać kryminał rozgrywający się na Podlasiu, pojechałam do Hajnówki. To moje rodzinne strony, ale kiedy piszę, zawsze zbieram konkretne informacje. Muszę zobaczyć miejsca, w których położę trupy, pogadać z ludźmi, żeby rzecz całkowicie wymyśloną jednak osadzić w jakimś konkrecie, umocować bohaterów w prawdziwej przestrzeni i czasie, zbudować prototypy postaci. I gdy tak sobie gadałam, usłyszałam o tzw. sprawie "Burego". Mieszkałam w Hajnówce do końca liceum. To wystarczający czas, żeby coś z historii tego kawałka Polski i własnej rodziny obiło mi się o uszy, ale nic z tych rzeczy. "Bury"? Nie miałam pojęcia, o czym mowa.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej