W mieście na granicy po zmierzchu nikt nie spaceruje. Nawet w dzień jest pusto. Na ulicach tylko tanie poobijane samochody. Trzeba tu mieć samochód. Nawet stary i poobijany.

Bo do miasta na granicy trudno skądkolwiek przyjechać i trudno z niego dokądkolwiek wyjechać. Zresztą jeździć po samym mieście też trudno. Autobusów nie ma, bo PKS zbankrutował, a dworzec autobusowy zburzono.

Po zniszczonych torach kursuje tylko rozkołysany szynobus. Trzy razy na dobę, znikąd donikąd.

W ruinach zabytkowego dworca kolejowego dzieci wąchają rozpuszczalnik.

W śródmieściu zostały jeszcze dwa spożywcze. W Społem i Żabce można nabyć zupki błyskawiczne, mrożoną pizzę i wódkę.

Jest jeszcze bar, w którym robotnicy, jeśli nie gustują w mrożonej pizzy, kupują obiady. Menu podług portfela: kapuśniak i gulasz z kurzych serc, krupnik i wątróbka, rosół, flaki, bigos, żurek. 8 zł za dwa dania.

Kobiety robotników pakują oba dania do emaliowanych garnków z pokrywkami na zatrzaski i niosą przez graniczny most do Czech. Robotnicy pracują w Czechach, bo po polskiej stronie miasta na granicy nie ma zajęcia.

Rytuał przejścia [FOTOREPORTAŻ]



***

W zimie Joanna Wowrzeczko nosi wełnianą peruwiańską czapkę i ciężkie górskie buty.

Wie, co jest zimne, a co ciepłe, co to droga, a co cierpliwość. Wszystkiego nauczyła się jako nastolatka. I jeszcze słowa "empatia".

Tego na "e", kiedy uciekła z domu. Bo nie było dobrze, a ona marzyła o sztuce. Być artystką! Chodziła do szkoły muzycznej. Każdy miał jakiś instrument. Nauczyła się prosić, pożyczać. Skończyła szkołę pielęgniarską. I jeszcze katolicką misyjną. Zatrudniła się w Ustroniu, w przytułku dla upośledzonych umysłowo dzieci.

Na początku lat 90. nawet dużo mniej zdolni niż ona wyjeżdżali do Warszawy. Zatrudniali się w szklanych domach, których zadaniem było sprzedać jak najwięcej rzeczy, których już gdzie indziej na świecie nie da się sprzedać.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej