>> Zamach na Puszczę Białowieską - w niedzielę marsz w Warszawie!

Zacznijmy od tego, że minister środowiska profesor Jan Szyszko jest postacią zagadkową. Takim przymiotnikiem określa go dawna koleżanka z rady podwarszawskiej gminy Wesoła, późniejsza posłanka PO Ligia Krajewska. Gdy dopytuję, co ma na myśli, opowiada o sesjach rady na początku lat 90. - Wpadał i wrzucał jakiś kontrowersyjny wniosek, o który spieraliśmy się do trzeciej rano. On sam znikał. Nigdy nie było wiadomo, o co mu chodzi.

W radzie był osamotniony - w opozycji do radnych z listy Komitetu Obywatelskiego "Solidarność". Nie dali mu pieniędzy na badania fauny i flory w Starej Miłośnie - dzielnicy Wesołej, gdzie się urodził i mieszka do dziś. W latach 80. dostawał fundusze od zależnej od PZPR rady narodowej. Zasiadał w jej prezydium.

O tamte czasy, a także o kilka innych zagadek w jego biografii chciałem zapytać samego ministra, ale nie znalazł czasu na rozmowę. W grudniu był na szczycie klimatycznym w Paryżu. Gdy wrócił, jego rzeczniczka przestała odpowiadać na maile i odbierać telefony.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej