Kilknij, aby powiększyć

Tokijska wielka płyta zieje pustką. Mieszkańcy danchi - bloków wzniesionych przez japońską agencję mieszkaniową w czasie powojennego baby boomu i gwałtownego wzrostu gospodarczego - to głównie spokojni staruszkowie. Nomura Research Institute, doradczy think tank, przewiduje, że do 2033 r. wymrze aż jedna trzecia właścicieli mieszkań w Japonii.

Ostatnio 220 takich mieszkań odnowiło Muji, japońska firma sprzedająca minimalistyczne przedmioty codziennego użytku.

Czy możemy sobie wyobrazić, że Duka czy Ikea aranżują pod wynajem mieszkania w wieżowcach na Służewcu w Warszawie? Popukalibyśmy się pewnie w czoło.

Minimalizm. Miej mniej, gdy chcesz więcej



Bunt przeciwko rządom yuppies

Pierwszy sklep Muji otwarto w 1980 r., w szczycie japońskiej prosperity. W tym czasie po drugiej stronie oceanu Richard Gere w garniturze od Armaniego uwodził w "Amerykańskim żigolaku" wspinające się po szczeblach maklerskiej kariery pokolenie yuppies. Willa Gianniego Versace bez ustanku rozbrzmiewała gwarem przyjęć. W Europie Freddie Mercury w glamrockowym blasku śpiewał "Crazy Little Thing Called Love", a 19-letnia Diana Spencer miała wkrótce zostać księżną Walii.
Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej