Fałszywy dokument tożsamości w spoconej dłoni. Jeśli zadziała, pojadę dalej. Jeśli nie - być może dostanę kulę w łeb. Kilka miesięcy temu w punkcie kontrolnym w Tesenej wywlekli z autobusu pięciu ludzi. Zaciągnęli na główny plac miasta i rozstrzelali.

Ale mój papier jest dobry. Dałem za niego 10 tys. nakf. Musi zadziałać.

Musi.

Erytrea

Ma na imię Salomon, jego historię opisał w zeszłym roku "The Guardian". Nie jest wyjątkowa. Takich jak on są tysiące.

ONZ-owska agencja ds. uchodźców UNHCR podaje, że każdego miesiąca granicę z Sudanem przekraczają nielegalnie 3 tys. uciekających z kraju Erytrejczyków.

Human Rights Watch twierdzi, że faktyczna ich liczba jest dużo większa, bo część uciekinierów, którzy zmierzają do Libii, przemierza cały Sudan, nie rejestrując się po drodze.

Z Libii przez Morze Śródziemne Erytrejczycy próbują dotrzeć do Europy. W zeszłym roku byli drugą po Syryjczykach grupą uchodźców na tym szlaku. Spośród 366 osób, które w październiku 2013 roku po wywróceniu się łodzi zginęły u wybrzeży Lampedusy, większość stanowili Erytrejczycy.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej