Zaskakujący wybór Andreja Kiski na prezydenta Słowacji półtora roku temu natychmiast zrodził pytanie, jak ten biznesmen i filantrop bez doświadczenia politycznego poradzi sobie w nowej roli. Na razie wszystko wskazuje na to, że słowaccy wyborcy mieli szczęśliwą rękę.

Po pierwsze, przyzwoitość

To był pracowity dzień. Rano wrzucił do kosza zaproszenie na paradę wojskową w Moskwie i zakręcił kołem wielkiej polityki. Po południu był w zapadłej wiosce wśród romskich dzieci. Wieczorem spotkał się w szkolnej stołówce z mieszkańcami Bardejowa, którzy przyszli wysłuchać apelu, by żyć dobrze i odnosić sukcesy.

Teraz siedzi w miękkim fotelu w najlepszej bardejowskiej restauracji i na pytanie, co chciałby po sobie zostawić, odpowiada: - Bardzo bym się cieszył, gdyby ludzie zapamiętali mnie jako człowieka przestrzegającego zasad przyzwoitości i tego, który zrobił wszystko, żeby Słowacja posunęła się do przodu.
Pozostało 96% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej